Aktualności Stowarzyszenia
wczoraj, 14:25
Co nasz czeka w 2026
Ten rok dla Stowarzyszenia Górników w Brzezince jest wyjątkowy.
Dwudziestolecie powstania Stowarzyszenia wyraźnie „ciąży” nad każdą decyzją Zarządu. Przewodniczący ani Zarząd nie mówią o tym głośno, ale nie trzeba być szczególnie spostrzegawczym, by to zauważyć.
Piszę o tym i wspominam już od dłuższego czasu.
Podczas relacji z obchodów Dnia Górnika – naszej Karczmy piwnej 2025 – mówiłem, że dwudziestolecie może okazać się klątwą: jakkolwiek to słowo rozumieć.
Jubileusz, który powinien być powodem do dumy, potrafi stać się źródłem presji, oczekiwań i niepokoju. Każdy gest, każda decyzja, każde słowo nabiera dodatkowego znaczenia, jakby historia patrzyła nam na ręce.
W roku 2025 nad obchodami "Dnia Górnika" naszego święta: patronat objął:
Patronat Honorowy Starosty Oświęcimskiego
Andrzeja Skrzypińskiego.
i, co zrobiliśmy by podnieść rangę naszego Stowarzyszenia? Jak, to wykorzystaliśmy?
Z perspektywy czasu, po odbytym Zebraniu Sprawozdawczo‑Wyborczym, trudno dostrzec entuzjazm.
Nie widać autentycznej radości. W rozmowach z kolegami to wyczuwalne - jakby coś wisiało w powietrzu. Działa presja czasu, presja oczekiwań, presja jubileuszu. I zamiast mobilizować, zaczyna przytłaczać.
Pozwoliłem sobie na ten krótki wstęp po rozmowie z obecnym Przewodniczącym - o jego dylematach, wizji pracy, planach, ale też o wątpliwościach, które towarzyszą każdemu, kto bierze na siebie odpowiedzialność.
Chcę pokazać, czym naprawdę żyje nasze Stowarzyszenie od środka. Bez gładkich słówek.
To ludzie tworzą tę organizację. Ludzie, którzy biorą na siebie ciężar większy, niż ktokolwiek
z zewnątrz potrafi sobie wyobrazić. Ludzie, którzy robią to wszystko za przysłowiowe „Bóg zapłać”,
po godzinach, kosztem własnego czasu, energii i spokoju.
I będę nieskromny - do nich się zaliczam. Od lat dokładam swoją cegiełkę, czasem widoczną, czasem niewidoczną. Wiem, ile to kosztuje, bo sam tego doświadczam. Wiem też, jak łatwo jest oceniać z boku,
a jak trudno naprawdę wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Ja też nie chcę udawać, że jestem jakimś głosem Zarządu albo kimś, kto ma narzucać innym interpretacje.
Pozwalam sobie jednak na trochę swobody - żeby nadać wydarzeniom sens, żeby je jakoś poukładać.
Dlatego mówię o tym otwarcie - nie po to, by się chwalić, ale by przypomnieć, że Stowarzyszenie nie działa samo z siebie.
Ono żyje dzięki ludziom, którzy wciąż chcą coś zrobić, mimo że nikt im za to nie płaci, nikt ich nie wyróżnia, a czasem nawet nikt im nie podziękuje. A jednak robią to dalej, bo wierzą, że warto.
I właśnie dlatego warto o tym mówić głośno. Bo łatwo oceniać z boku, a znacznie trudniej dostrzec, jak wiele dzieje się za kulisami - ile rozmów, ile wątpliwości, ile prób pogodzenia oczekiwań
z realiami.
Rok 2026, z całym swoim jubileuszowym ciężarem, nie ułatwia sprawy. Dwudziestolecie, które miało być powodem do dumy, stało się jednocześnie źródłem presji. Każdy ruch jest oglądany pod lupą, każda decyzja nabiera podwójnego znaczenia. To naturalne - takie rocznice mają swoją moc. Potrafią inspirować, ale potrafią też przytłaczać.
Po Zebraniu Sprawozdawczo‑Wyborczym widać, że ta presja działa. Nie ma entuzjazmu, nie ma tej iskry, która zwykle towarzyszy nowemu otwarciu. W rozmowach z kolegami czuć napięcie, niepewność,
a czasem zwykłe zmęczenie. Jakby wszyscy jednocześnie chcieli ruszyć do przodu, ale coś ich trzymało - może właśnie ciężar jubileuszu, może oczekiwania, może obawa przed błędem.
Dlatego tak ważne jest, by pokazać, że za tym wszystkim stoją ludzie. Nie abstrakcyjny „Zarząd”, nie bezosobowe „Stowarzyszenie”, ale konkretne osoby, które próbują zrobić coś dobrego.
Jeśli po wszystkim zapanuje cisza, chłód albo obojętność, to znak, że członkowie przestali czuć, iż ich głos cokolwiek zmienia. A gdy znika poczucie wpływu, naturalnie pojawia się dystans.
Trzech poprzednich Przewodniczących przyzwyczaiło nas do pewnych standardów i nawyków.
Były one nie tylko akceptowalne - były oczekiwane. Tradycyjne spotkania na Pławach, karczmy piwne, biesiady, wycieczki - to wszystko budowało wspólnotę i stanowiło nierozerwalny element pracy Przewodniczącego i Zarządu.
Dziś znajdujemy się w trudnym momencie. Tym bardziej doświadczenie naszych wieloletnich członków -zwłaszcza byłych Przewodniczących - jest na wagę złota. To osoby, które przez lata budowały fundamenty Stowarzyszenia, kształtowały jego tradycje i wyznaczały standardy.
Tymczasem przyjęli rolę milczących obserwatorów. Wiedzą, widzą, rozumieją… ale nie mówią.
Czy muszę napisać dosadniej?
Ich głos, który kiedyś nadawał kierunek, dziś milknie. A to milczenie nie jest przypadkowe - to sygnał,
że coś w naszej wspólnocie przestało działać tak, jak powinno.
Odbywają się Zebrania naszego Stowarzyszenia, ale tam - niestety - nie potrafimy z siebie wykrzesać niczego naprawdę mądrego, inspirującego czy konstruktywnego. Sprawy techniczne prowadzącego Zebranie stają się szczytem naszych możliwości.
A przecież członkowie przychodzą na Zebranie z nadzieją. Z oczekiwaniem, że coś się wydarzy, że coś ruszy, że pojawi się impuls. Tymczasem wychodzą z poczuciem niespełnienia. Z rozczarowaniem.
Z wrażeniem, że ich obecność niczego nie zmieniła.
To później przekłada się na frekwencję - a w konsekwencji na brak kworum. I tak koło się zamyka: brak energii rodzi brak zaangażowania, brak zaangażowania rodzi obojętność, a obojętność prowadzi do paraliżu.
A dziś?
Dziś obecność na Zebraniu to raczej akt przymusu i desperacji. Człowiek przychodzi, bo „trzeba”,
bo „wypada”, bo „ktoś musi”. Zamiast dawnej energii wspólnoty mamy atmosferę, w której bardziej czuć zmęczenie niż zaangażowanie. Kiedyś Zebranie było wydarzeniem - teraz bywa, że jest przeszkodą
w kalendarzu.
Kiedyś ludzie przychodzili, bo chcieli być częścią czegoś większego - dziś często przychodzą tylko po to, żeby nie mieć wyrzutów sumienia. 15 minutowe opóźnienie rozpoczęcia Zebrania: z braku odpowiedniej liczby uczestników - to norma.
Kilka lat temu pisałem o naszych kolegach, koleżankach - {o sobie również} członkach Stowarzyszenia, który przychodzą na Zebranie;
- nikt o nic go nie pyta, posiedzi, posłucha, przywita się z kolegami, spyta o zdrowie - zagłosuje za Uchwałą.........jeżeli taka pojawi się na Zebraniu. Nie wgłębia się za bardzo o co w niej chodzi -
w imię spełnionego obowiązku idzie do domu pełen niespełnionych nadziei z którymi tutaj się pojawił,
a ich nie otrzymał.
Czasem cichaczem da wyraz aprobaty, lub negacji. Takiego właśnie widzę siebie na Zebraniu.
Czekam na rozwój wydarzeń - niech inni decydują, a ja podniosę rękę tam: gdzie większość.
Bezpieczne zachowanie. Nikt ode mnie nic nie chce. Podpiszę obecność i........dalej się to kręci. Prowadzący Zebranie coś tam powie, przekaże istotne i nieistotne kwestie..... i czekam na koniec Zebrania.
W luźnych rozmowach mamy pomysły - tryskamy energią - później zapał mija..... przeczekamy czas Zebrania - wracamy do domu z bagażem niedomówień.
Milczenie naszych najbardziej doświadczonych Członków Stowarzyszenia powinno być dla nas sygnałem ostrzegawczym. To znak, że w naszej wspólnocie zaszła zmiana, której nie możemy ignorować. To sygnał, że potrzebujemy refleksji, odwagi i działania – zanim obojętność stanie się normą, a Stowarzyszenie zacznie żyć już tylko wspomnieniami dawnych lat.
I może właśnie teraz potrzebny jest ktoś, kto potrafi to wszystko opisać. Kto nie ucieknie w milczenie, nie schowa się za rutyną, nie będzie udawał, że „jakoś to będzie”. Kto nazwie rzeczy po imieniu - nie po to, by kogokolwiek oskarżać, ale po to, by wreszcie ruszyć z miejsca.
Pomóż Przewodniczącemu, Zarządowi.
Bo jeśli nikt tego nie zrobi, jeśli nikt nie odważy się powiedzieć głośno, co naprawdę nas boli, to dalej będziemy dryfować. A Stowarzyszenie, które przez dwadzieścia lat budowało swoją tożsamość, może nagle obudzić się w miejscu, gdzie jedyną wartością będą wspomnienia.
Nie dziwię się obecnym władzom - Przewodniczącemu, Zarządowi ostrożności przed pochopnymi projektami organizowania spotkań, wycieczek.
Po 20 latach działalności część osób może czuć, że wszystko wygląda „jak zawsze”.
Niektórzy liczyli na zmiany, inni na stabilizację. Gdy wynik wyborów nie pokrywa się z oczekiwaniami, pojawia się emocjonalny chłód.
Zdzisław Gut
piątek, 17 kwietnia 2026
Ruszamy......
Gdy emocje po marcowych wyborach już opadły, "Nowy Zarząd i Nowy Przewodniczący" wchodzą
do pracy z pełną energią, ale i z należytą ostrożnością. To moment, w którym możemy spokojnie planować kolejne kroki, porządkować priorytety i budować solidne fundamenty pod działania na najbliższe miesiące.
Przed nami czas uważnego wsłuchiwania się w potrzeby członków Stowarzyszenia, analizowania dotychczasowych doświadczeń i wyznaczania kierunków, które pozwolą nam rozwijać się w sposób przemyślany i odpowiedzialny.
Chcemy działać szeroko, ale mądrze - łącząc świeżą energię z konsekwencją i stabilnością.
Takie deklaracje płyną dziś z ust Członków Zarządu, którzy podkreślają gotowość do pracy
i odpowiedzialne podejście do nadchodzących wyzwań.
Pierwsze kroki zostały już podjęte: zmienia się lokalizacja naszego Biura Stowarzyszenia. Trwa remont nowego lokum i w niedługim czasie przeprowadzimy się do przestrzeni, która lepiej odpowiada naszym potrzebom oraz planom na najbliższe lata. {Więcej szczegółowych informacji w następnym wejściu}.
Pamiętam, że na Zebraniu marcowym już wtedy napomknięto o konieczności poprawy warunków pracy
i stworzenia miejsca, które będzie bardziej funkcjonalne, dostępne i przyjazne zarówno dla członków Zarządu, jak i wszystkich osób współpracujących ze Stowarzyszeniem.
Dzisiejsze działania są więc naturalną konsekwencją tamtych rozmów i zapowiedzi - dowodem,
że deklaracje zaczynają przekładać się na konkretne decyzje i realne zmiany.
W rozmowie z Przewodniczącym Stowarzyszenia wybrzmiało to wyraźnie: nowa kadencja ma być czasem konsekwentnego porządkowania spraw, usprawniania funkcjonowania organizacji i stopniowego wprowadzania rozwiązań, które poprawią jakość naszej wspólnej pracy.
Dlatego już dziś możemy potwierdzić pierwsze terminy wydarzeń, na które wielu z Nas czeka:
- 27.06.2026 - Grill na Pławach
- 19.09.2026 - Tradycyjne Spotkanie na Pławach: "Prażone".
Wydawać się może, że to skromne propozycje, ale Przewodniczący wyraźnie poprosił mnie, by przy ogłaszaniu tych dat podkreślić jedno: to nie jest ostatnie słowo. Plany są znacznie bogatsze, a kolejne inicjatywy będą ogłaszane stopniowo - tak, aby każdy miał czas się przygotować i aktywnie włączyć
w życie Stowarzyszenia.
Zarząd Stowarzyszenia
piątek, 2 stycznia 2026
2026
Rok 2026 zapowiada się dla Stowarzyszenia Górników w Brzezince jako czas wyjątkowo intensywnej pracy. Dwudziestolecie istnienia naszej organizacji to nie tylko piękny jubileusz, ale również ogromne wyzwanie dla Zarządu i Przewodniczącego, którzy stają przed zadaniem godnego podsumowania dwóch dekad działalności.
To szczególny moment – czas refleksji nad drogą, którą Stowarzyszenie przeszło od dnia założenia, oraz okazja, by spojrzeć w przyszłość z dumą, ale i odpowiedzialnością.
Warto w tym roku zajrzeć do menu naszej strony internetowej i otworzyć zakładkę „Zarząd – Historia”, by zobaczyć, jaką drogę przeszło Stowarzyszenie Górników w Brzezince przez te – już wspomniane – 20 lat.
Dwie dekady działalności to nie tylko liczba. To historia konkretnych osób – ich zaangażowania, pamięci o górniczych zwyczajach i troski o to, by tradycja była żywa, a nie jedynie wspominana.
W relacjach ze spotkań stowarzyszeniowych wielokrotnie podkreślałem, jak ważne jest pielęgnowanie tych wartości. W roku jubileuszowym nabierają one jeszcze większego znaczenia.
Trzeba będzie wrócić do początków powstania Stowarzyszenia. Przypomnieć osoby zapomniane, których wkład w działalność organizacji staram się pokazywać w relacjach z różnych wydarzeń – czasem, jak sam żartuję: „do znudzenia”. Wiem jednak, że ta forma przekazu jest akceptowana i potrzebna.
Pozwolę sobie na odrobinę nieskromności: gdyby nie strona internetowa, dokonania wielu osób – tych, które włożyły i nadal wkładają swoją pracę, energię, czas i wysiłek – mogłyby zostać pogrzebane
w mrokach niepamięci. Wchodząc do "Archiwum", można jeszcze raz przeżyć wydarzenia sprzed lat, odtworzyć zapomniane chwile, wzruszyć się.
Strona internetowa Stowarzyszenia będzie dalej funkcjonować.... Niełatwo było mnie przekonać do kontynuowania tej pracy, ale nie mogłem pozostać jedynie obserwatorem, gdy tytaniczny wysiłek Zarządu mógłby pozostać niezauważony. Wierzę, że dokumentowanie działalności jest formą szacunku dla wszystkich, którzy przez lata budowali siłę i charakter Stowarzyszenia.
Widzę również, że osoby, które przez lata tworzyły to dzieło, dziś stoją nieco z boku wydarzeń stowarzyszeniowych. Wiem, jaki mają potencjał, a jednak ustawiają się w roli obserwatorów.
To nie jest uszczypliwa uwaga – to wyraz troski o godne uczczenie 20-lecia.
Nie zazdroszczę Zarządowi odpowiedzialności, jaka na nich spoczywa, ale jednocześnie wiem, że sprostają jej z godnością i zaangażowaniem. Nie ma paniki – jest praca, tradycja i wspólnota, które zawsze były fundamentem Stowarzyszenia.
To, taka wstawka na początek roku 2026!